Tygodnie przeciekały mi przez palce jak woda z kranu. Z każdym kolejnym dniem termin mojego wyjazdu był coraz bliżej, aż w końcu nastał mój ostatni dzień w domu. Byłam wtedy umówiona na grupowy wypad do kina. Tym razem nawet nie zaspałam.a Prawdę mówiąc nie spałam prawie całą noc. To chyba z nerw. Nie miałam nawet ochoty na porządne dobranie do siebie ubrań oraz akcesoriów. Po prostu narzuciłam na siebie pierwsze lepsze ciuchy z brzegu szafy, chwyciłam kanapkę i wyszłam.
Nie musiałam się śpieszyć, więc szłam lekkim krokiem. Uwielbiam powiew świeżego powietrza. Pogoda była świetna i to od razu poprawiło mi humor.
Kiedy dotarłam na umówione miejsce spotkania, wszyscy już tam byli. Mieliśmy zamiar obejrzeć "Lovely Complex". Już nie mogłam się doczekać. Poranna frustracja natychmiast minęłam, ponieważ już od dawna miałam ochotę obejrzeć tę produkcję.
-Hejka - przywitałam się ze wszystkimi.
-Siemanko - odpowiedzieli mi chórem.
-To co, idziemy po bilety? - zasugerowałam.
-Już wszystko jest załatwione - Roxana dziwnie się uśmiechnęła.
-Tomo załatwił dla wszystkich wejściówki - Mary też była jakaś podejrzana.
-Wchodzimy? - powiedziała Jessi.
-Niech wam będzie, ale coś mi tu śmierdzi - odparłam.
-To nie ja - niebieskowłosy był jak zwykle w dobrym nastroju.
Weszliśmy do całkowicie pustej sali kinowej, cały czas śmiejąc się po głupkowatym żarcie Tomo. Byłam zdziwiona, ponieważ film, na który przyszliśmy jest dość nowy oraz całkiem popularny.
-O co tu chodzi? - zapytałam zdezorientowana.
-Siadaj - chłopak jak gdyby nigdy nic posłał mi promienny uśmiech.
Postanowiłam nie przejmować się tą całą sytuacją i wygodnie rozsiadłam się w fotelu. Kiedy projekcja się rozpoczęła, cierpliwie czekałam aż minął te wszystkie reklamy. To jest najbardziej denerwujące w kinie. Żeby cokolwiek obejrzeć trzeba najpierw przemęczyć się z tymi beznadziejnymi reklamami.
Gdy w końcu puścili film, od razu zauważyłam, że coś jest z nim nie tak. Zamiast lektora były napisy, a najlepsze było to, że nie nawiązywały one do filmu. Nagle wszystko stało się jasne. Na kinowym ekranie pojawiły się zdjęcia naszej szóstki. To nie było "Lovely Complex" tylko filmik na pożegnanie. Siedziałam jak wryta i patrzyłam jak jedna fotografia pojawiała się za drugą. Trzeba przyznać, że im bliżej było końca tym gorzej na nich wychodziłam.
-Jak się podobało? - zapytała mnie rozradowana Jessi.
-To...
-Patrzcie! Z wrażenia zaniemówiła - cieszyła się Andie.
-Ale jak wy to... - byłam bardziej niż zaskoczona.
-Wujek Tomo jest bardzo bliskim przyjacielem właściciela tego kina. Po prostu jakimś cudem udało mu się załatwić projekcję tutaj, a my zajęliśmy się resztą - wytłumaczyła mi Mary.
-Po prostu nie wiem co powiedzieć. Strasznie wam dziękuję! - byłam bardzo szczęśliwa.
-Nie ma za co. Przecież od tego tu jesteśmy - powiedziała Roxana.
-A poza tym mamy nadzieję, że będziesz nam wysyłać pocztówki z Francji - Tomo jak zwykle trzymały się żarty.
-Co tylko zechcecie - uśmiechnęłam się.
-Ja już będę powoli zmykać, za godzinę mam randkę z Michaelem - Jessi była wyraźnie zasmucona, że musi już iść, ale dobrze wiem, że od niedawna się z nim spotyka i bardzo jej na tym zależy.
-Szczęściara - stwierdziłam - Ale w sumie ja też już muszę uciekać. Mam jeszcze sporo rzeczy do spakowania, a już jutro wylot.
-Już jutro... - wszyscy westchnęli.
-Przecież będę was odwiedzać.
-Ale to nie to samo - powiedziała Andie.
-To samo, nie to samo... Chcę wam przypomnieć, że to wy mnie namówiliście do tego wyjazdu. Proszę, nie utrudniajcie mi tego jeszcze bardziej.
-Shizuka ma rację, Poza tym będziemy się widywać regularnie, no i... no i... - Tomo się podłamał.
-Ej, ej, STOP! To się zaczyna robić dziwne. Chłopie, co się z tobą dzieje? Już, ogarnij się, bagietki, pocztówki, Francja, haha. Tomo zarzuć sucharem... - też już powoli się rozklejałam.
Skończyło się na tym, że wszyscy zaczęli płakać, a Jessi odwołała randkę z Michaelem. Nie mogliśmy się rozstać, doszliśmy aż pod same moje drzwi. Jeszcze raz się pożegnaliśmy. Znowu niektórym uciekło parę łez. W końcu znalazłam się w swoim pokoju i mogłam zacząć przygotowania. Kiedy skończyłam było już po 22:00.
-No czas się umyć i do wyra. Trzeba się na jutro porządnie wyspać - powiedziałam sama do siebie.
-A czy przed tym poświęciłabyś mi jeszcze chwilkę? - w drzwiach pojawiła się mama.
-O co chodzi? - zapytałam.
-Pewnie i tak już się domyślasz. Chciałam porozmawiać z tobą o twoim jutrzejszym wyjeździe.
-Coś jest nie tak? - byłam zdezorientowana.
-Po prostu... Chciałam się zapytać, czy jesteś tego naprawdę pewna? Poradzisz sobie?
-Mamo, po pierwsze sama mnie namawiałaś na ten wyjazd, po drugie nigdy niczego w życiu nie można być pewnym, a po trzecie to nie będę tam przecież sama, w końcu mamy tam mieć jakiegoś opiekuna i przede wszystkim nie mam pięciu lat.
-Wiem, ale po prostu strasznie się o ciebie martwię...
-Spokojnie, dam sobie radę. Wrócę szybciej niż myślisz. Tylko błagam cię nie płacz - próbowałam podejść do całej sytuacji optymistycznie.
-Obiecuję, że nie będę płakać, ponieważ nie chcę ci tego utrudniać. To moje postanowienie - smutno się uśmiechnęła.
-Jesteś najlepszą mamą na świecie - przytuliłam ją mocno. Widziałam jak jest jej ciężko.
-A ty córką - odpowiedziała.
Ranek pamiętam jak przez mgłę. Wszystko działo się w zastraszająco szybkim tempie. Już nie wspomnę o tym, że zaspaliśmy... To chyba rodzinne.
-Shizuka szybciej! Spóźnimy się na lotnisko - krzyczał tata z samego dołu.
Całe szczęście, że uszykowałam sobie wieczorem ubrania na wylot. Po paru minutach wszyscy już jechaliśmy samochodem, który miał mnie zawieźć ku nowej przyszłości. Mówiąc "wszyscy" mam oczywiście na myśli tatę, mamę, Asunę oraz mnie. Zauważyłam, że atmosfera była trochę dziwna... Taka... Ciężka? Cicha? Spokojna? A może po prostu moja rodzina zbyt mocno brała sobie do serca cały mój wyjazd? Miałam tylko nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Po około półgodzinnej jeździe w końcu udało nam się dotrzeć na lotnisko. Mój samolot miał wylot za niecałe siedem minut, więc czym prędzej popędziliśmy do wejścia numer cztery. Po raz ostatni pożegnałam się ze wszystkimi... Muszę przyznać, iż ścisnęło mnie coś w gardle, gdy szłam korytarzem, aby na bardzo długi czas zamieszkać w obcym kraju. Z oczu uciekło mi kilka łez... jednak szybko wzięłam się w garść... No przecież nie mogę teraz płakać. Podjęłam decyzję i obiecałam sobie, że nie będę jej żałować.
Gdy tylko samolot wystartował, natychmiast ułożyłam się do snu. Byłam tym wszystkim zmęczona. Po prostu chciałam odpocząć.
-Przepraszam, proszę pani już jesteśmy na miejscu - ktoś delikatnie szarpał mnie za ramię.
-Co... - byłam jeszcze w świecie snów. Dlaczego budzą mnie zawsze w najlepszym momencie?
-Dolecieliśmy. Proszę wstać i opuścić pokład.
Powoli otworzyłam oczy. A więc to była stewardessa. Ech, jaka ona jest upierdliwa. W trakcie lotu też mnie budziła i proponowała różne bzdety. Raz przez sen powiedziałam, żeby się ode mnie odwaliła. Jak widać nie poskutkowało. Szybko się podniosłam, zabrałam swoje bagaże i wyszłam.
Francja powitała mnie szarością, chmurami oraz kropelkami deszczu. Super... Czym prędzej pobiegłam do głównego holu. Powiedziano mi, że powinna tutaj czekać kobieta, która zabierze mnie do nowego domu. Zobaczyłam ją tuż przy wyjściu. Miała gdzieś około czterdziestki, ale muszę przyznać, że nieźle się trzymała. Figurę miała wręcz idealną. Nie to co ja... Mała, płaska, mizerna licealistka. Podeszłam do niej najszybciej jak tylko mogłam.
-Och, ty musisz być Shizuka. Jesteś dokładnie taka jak myślałam, czyli po prostu śliczna. Je m'apelle Julia Violin. Miło mi cię poznać.
-Dziękuję i nawzajem.
-Chodź moja droga. Samochód już czeka na parkingu. W czasie drogi wszystko ci wytłumaczę.
-Dobrze.
Poszłam za panią Julią. Kiedy wyszłyśmy z lotniska moim oczom ukazał się przepiękny krajobraz. Po deszczu kropelki wody delikatnie zwisały z budynków. Na dodatek wyszło słońce i pojawiła się tęcza. Było cudownie. Z oddali zobaczyłam jak ktoś otwiera drzwi do samochodu. Zaraz... Szofer? To ma być nasze auto?! Byłam w niemałym szoku. Z wrażenia nie zauważyłam krawężnika no i cóż... Gleba...
-Shizuko, nic ci nie jest? - kobieta, za którą szłam zaniepokoiła się.
-Taaak... - odparłam obolała.
-Panienko, ty krwawisz! - szofer zaczął siać panikę.
-To nic takiego, malutkie zadrapanie - uspokajałam go.
-Dobrze, że zawsze mam ze sobą przenośną apteczkę - pani Julia opanowała sytuację. Po chwili na ranie był już naklejony plaster z księżniczkami. Ale obciach, tym bardziej, że miałam półdługie spodnie.
-Dziękuję - powiedziałam.
-Ależ nie ma za co moja droga - odparła moja przewodniczka - Wsiadajmy do auta.
Podczas drogi Julia - bo tak kazała na siebie mówić, uważała, że słowo "pani" ją postarza - szczegółowo wprowadzała mnie we wszystko.
-Jak już wiesz, będziesz chodzić do angielskojęzycznej szkoły. Natomiast mieszkać będziesz w rezydencji razem z innymi uczniami. Jeden już się zakwaterował. Z pewnością poznasz go jeszcze dzisiaj.
-Jego?
-Tak. Na pewno się polubicie. To bardzo miły chłopak.
-Chłopak?! - byłam zdziwiona
-Dlaczego masz taką stłamszoną minę? Nie martw się. W drzwiach od każdego pokoju są zamki - Julia się zaśmiała.
-Nie o to chodzi...
-Moja droga tylko żartuję. A poza tym na czym to ja skończyłam... Ach, już pamiętam. Co miesiąc każdy z was otrzymywał będzie pewnego rodzaju "kieszonkowe" na drobne wydatki. Poza tym będziecie mieli opłacane wszystkie rachunki oraz co tydzień będziemy wam dowozić jedzenie. Gotowaniem natomiast musicie zająć się sami. Potrafisz coś przyrządzić, prawda?
-Coś tam umiem...
-Wspaniale. Co do pieniędzy to samo tyczy się szkoły. Wszystko jest opłacane przez nas. Masz może jakieś pytania?
-Póki co nie - odpowiedziałam.
-Cudownie. W takim razie wysiadaj. Jesteśmy na miejscu.
-Słucham? - nawet nie zauważyłam, kiedy dojechaliśmy.
-Jak widzisz w lotniska do rezydencji nie jest zbyt daleko. Drogę znasz, więc jeżeli ci się tu nie spodoba to zawsze możesz zwiać w prosty sposób - Julia zażartowała i puściła do mnie oczko. Odpowiedziałam jej uśmiechem.
-Proszę - szofer otworzył mi drzwi.
-Dziękuję.
-Skoro wszystko już wiesz to nie pozostaje mi nic innego jak powitać cię w nowym domu - koordynatorka projektu wyglądała na zadowoloną.
Ja natomiast byłam w szoku. To naprawdę była REZYDENCJA. Z przodu pięknie prezentował się taras. Drzwi wykonane były z tak lśniącego tworzywa, że odbijało ono promienie słoneczne. Okna były ogromne. Miałam tylko nadzieję, że w pokojach ustawione są nieco mniejsze.\
-Shizuko chodź. Masz taką minę jakby jakby spadła na ciebie bomba jądrowa - Julii nadal trzymały się żarty.
-Nie, ja... Jestem po prostu zachwycona.
-Wiedziałam, że ci się spodoba. Ale to jeszcze nic. Wejdź do środka.
Poszłam za Julią. To, co zobaczyłam, było niesamowite. Moim oczom ukazały się szerokie, białe schody, które prowadziły na górę. Po prawej stronie zauważyłam salon, który był utrzymany w jasnych, kremowo - beżowych odcieniach. Po lewej stronie natomiast znajdowała się piękna kuchnia połączona z jadalnią.
-Cudownie... - wyszeptałam.
-Prawda? Wszystko dekorowała profesjonalna firma. Ale to jeszcze nie koniec niespodzianek. Pokażę ci teraz twój pokój.
-Mój pokój?
-Oczywiście. Przecież nie będziesz spała na kanapie.
-No tak... - zawstydziłam się swoją głupią reakcją.
-W takim razie chodźmy na górę. Zaprowadzę cię.
Kiedy weszłyśmy na drugie piętro natychmiast zauważyłam zmianę. Góra była utrzymana w nieco ciemniejszych barwach niż dół. Nagle Julia zatrzymała się przed jednymi z wielu drzwi.
-To tutaj zapewne będziesz spędzać większość swojego wolnego czasu. Teraz zostawię cię w spokoju, abyś mogła się rozpakować. Potem zdasz mi relację, jak ci się podoba.
-Dziękuję bardzo.
-Ależ nie ma za co, moja droga. Do zobaczenia później - kobieta ulotniła się zanim zdążyłam jej odpowiedzieć.
Ech... No to czas zobaczyć co tam się kryje. Powoli otworzyłam drzwi. Byłam oszołomiona tym, co zobaczyła po drugiej stronie. Podłoga była zrobiona z tradycyjnego japońskiego drewna. W podobnym stylu były ściany, a poza tym wisiały na nich plakaty z moich ulubionych anime. Na środku stał niski, niewielki stoliczek, a wokół niego leżały poduszki. Po lewo znajdowały się meble, a na nich poustawiane były naczynia z dalekiego wschodu oraz wiele różnorakich pałeczek. Po prawej stronie natomiast stała szafa z przesuwanymi drzwiami, która rozciągała się na szerokość całej ściany. Była nawet ruchoma ścianka, za znajdowało się łóżko oraz narożne biurko. Znalazłam nawet drzewko bonsai. To był mój raj!
Kiedy już wszystko dokładnie obejrzałam, postanowiłam się rozpakować. Trochę tego miałam, więc chciałam się jak najszybciej uwinąć. Nagle poczułam czyjąś obecność. Podniosłam wzrok znad walizki. Nie mogła uwierzyć własnym oczom.
-Joshua? - zapytałam się chłopaka z rozczochranymi włosami.
Pamiętajcie, że Was uwielbiam
Shiz
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po prostu baaaaaaaaardzo przepraszam i proszę o wybaczenie ;*
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Jak się podobało? - zapytała mnie rozradowana Jessi.
-To...
-Patrzcie! Z wrażenia zaniemówiła - cieszyła się Andie.
-Ale jak wy to... - byłam bardziej niż zaskoczona.
-Wujek Tomo jest bardzo bliskim przyjacielem właściciela tego kina. Po prostu jakimś cudem udało mu się załatwić projekcję tutaj, a my zajęliśmy się resztą - wytłumaczyła mi Mary.
-Po prostu nie wiem co powiedzieć. Strasznie wam dziękuję! - byłam bardzo szczęśliwa.
-Nie ma za co. Przecież od tego tu jesteśmy - powiedziała Roxana.
-A poza tym mamy nadzieję, że będziesz nam wysyłać pocztówki z Francji - Tomo jak zwykle trzymały się żarty.
-Co tylko zechcecie - uśmiechnęłam się.
-Ja już będę powoli zmykać, za godzinę mam randkę z Michaelem - Jessi była wyraźnie zasmucona, że musi już iść, ale dobrze wiem, że od niedawna się z nim spotyka i bardzo jej na tym zależy.
-Szczęściara - stwierdziłam - Ale w sumie ja też już muszę uciekać. Mam jeszcze sporo rzeczy do spakowania, a już jutro wylot.
-Już jutro... - wszyscy westchnęli.
-Przecież będę was odwiedzać.
-Ale to nie to samo - powiedziała Andie.
-To samo, nie to samo... Chcę wam przypomnieć, że to wy mnie namówiliście do tego wyjazdu. Proszę, nie utrudniajcie mi tego jeszcze bardziej.
-Shizuka ma rację, Poza tym będziemy się widywać regularnie, no i... no i... - Tomo się podłamał.
-Ej, ej, STOP! To się zaczyna robić dziwne. Chłopie, co się z tobą dzieje? Już, ogarnij się, bagietki, pocztówki, Francja, haha. Tomo zarzuć sucharem... - też już powoli się rozklejałam.
Skończyło się na tym, że wszyscy zaczęli płakać, a Jessi odwołała randkę z Michaelem. Nie mogliśmy się rozstać, doszliśmy aż pod same moje drzwi. Jeszcze raz się pożegnaliśmy. Znowu niektórym uciekło parę łez. W końcu znalazłam się w swoim pokoju i mogłam zacząć przygotowania. Kiedy skończyłam było już po 22:00.
-No czas się umyć i do wyra. Trzeba się na jutro porządnie wyspać - powiedziałam sama do siebie.
-A czy przed tym poświęciłabyś mi jeszcze chwilkę? - w drzwiach pojawiła się mama.
-O co chodzi? - zapytałam.
-Pewnie i tak już się domyślasz. Chciałam porozmawiać z tobą o twoim jutrzejszym wyjeździe.
-Coś jest nie tak? - byłam zdezorientowana.
-Po prostu... Chciałam się zapytać, czy jesteś tego naprawdę pewna? Poradzisz sobie?
-Mamo, po pierwsze sama mnie namawiałaś na ten wyjazd, po drugie nigdy niczego w życiu nie można być pewnym, a po trzecie to nie będę tam przecież sama, w końcu mamy tam mieć jakiegoś opiekuna i przede wszystkim nie mam pięciu lat.
-Wiem, ale po prostu strasznie się o ciebie martwię...
-Spokojnie, dam sobie radę. Wrócę szybciej niż myślisz. Tylko błagam cię nie płacz - próbowałam podejść do całej sytuacji optymistycznie.
-Obiecuję, że nie będę płakać, ponieważ nie chcę ci tego utrudniać. To moje postanowienie - smutno się uśmiechnęła.
-Jesteś najlepszą mamą na świecie - przytuliłam ją mocno. Widziałam jak jest jej ciężko.
-A ty córką - odpowiedziała.
Ranek pamiętam jak przez mgłę. Wszystko działo się w zastraszająco szybkim tempie. Już nie wspomnę o tym, że zaspaliśmy... To chyba rodzinne.
-Shizuka szybciej! Spóźnimy się na lotnisko - krzyczał tata z samego dołu.
Całe szczęście, że uszykowałam sobie wieczorem ubrania na wylot. Po paru minutach wszyscy już jechaliśmy samochodem, który miał mnie zawieźć ku nowej przyszłości. Mówiąc "wszyscy" mam oczywiście na myśli tatę, mamę, Asunę oraz mnie. Zauważyłam, że atmosfera była trochę dziwna... Taka... Ciężka? Cicha? Spokojna? A może po prostu moja rodzina zbyt mocno brała sobie do serca cały mój wyjazd? Miałam tylko nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Po około półgodzinnej jeździe w końcu udało nam się dotrzeć na lotnisko. Mój samolot miał wylot za niecałe siedem minut, więc czym prędzej popędziliśmy do wejścia numer cztery. Po raz ostatni pożegnałam się ze wszystkimi... Muszę przyznać, iż ścisnęło mnie coś w gardle, gdy szłam korytarzem, aby na bardzo długi czas zamieszkać w obcym kraju. Z oczu uciekło mi kilka łez... jednak szybko wzięłam się w garść... No przecież nie mogę teraz płakać. Podjęłam decyzję i obiecałam sobie, że nie będę jej żałować.
Gdy tylko samolot wystartował, natychmiast ułożyłam się do snu. Byłam tym wszystkim zmęczona. Po prostu chciałam odpocząć.
-Przepraszam, proszę pani już jesteśmy na miejscu - ktoś delikatnie szarpał mnie za ramię.
-Co... - byłam jeszcze w świecie snów. Dlaczego budzą mnie zawsze w najlepszym momencie?
-Dolecieliśmy. Proszę wstać i opuścić pokład.
Powoli otworzyłam oczy. A więc to była stewardessa. Ech, jaka ona jest upierdliwa. W trakcie lotu też mnie budziła i proponowała różne bzdety. Raz przez sen powiedziałam, żeby się ode mnie odwaliła. Jak widać nie poskutkowało. Szybko się podniosłam, zabrałam swoje bagaże i wyszłam.
Francja powitała mnie szarością, chmurami oraz kropelkami deszczu. Super... Czym prędzej pobiegłam do głównego holu. Powiedziano mi, że powinna tutaj czekać kobieta, która zabierze mnie do nowego domu. Zobaczyłam ją tuż przy wyjściu. Miała gdzieś około czterdziestki, ale muszę przyznać, że nieźle się trzymała. Figurę miała wręcz idealną. Nie to co ja... Mała, płaska, mizerna licealistka. Podeszłam do niej najszybciej jak tylko mogłam.
-Och, ty musisz być Shizuka. Jesteś dokładnie taka jak myślałam, czyli po prostu śliczna. Je m'apelle Julia Violin. Miło mi cię poznać.
-Dziękuję i nawzajem.
-Chodź moja droga. Samochód już czeka na parkingu. W czasie drogi wszystko ci wytłumaczę.
-Dobrze.
Poszłam za panią Julią. Kiedy wyszłyśmy z lotniska moim oczom ukazał się przepiękny krajobraz. Po deszczu kropelki wody delikatnie zwisały z budynków. Na dodatek wyszło słońce i pojawiła się tęcza. Było cudownie. Z oddali zobaczyłam jak ktoś otwiera drzwi do samochodu. Zaraz... Szofer? To ma być nasze auto?! Byłam w niemałym szoku. Z wrażenia nie zauważyłam krawężnika no i cóż... Gleba...
-Shizuko, nic ci nie jest? - kobieta, za którą szłam zaniepokoiła się.
-Taaak... - odparłam obolała.
-Panienko, ty krwawisz! - szofer zaczął siać panikę.
-To nic takiego, malutkie zadrapanie - uspokajałam go.
-Dobrze, że zawsze mam ze sobą przenośną apteczkę - pani Julia opanowała sytuację. Po chwili na ranie był już naklejony plaster z księżniczkami. Ale obciach, tym bardziej, że miałam półdługie spodnie.
-Dziękuję - powiedziałam.
-Ależ nie ma za co moja droga - odparła moja przewodniczka - Wsiadajmy do auta.
Podczas drogi Julia - bo tak kazała na siebie mówić, uważała, że słowo "pani" ją postarza - szczegółowo wprowadzała mnie we wszystko.
-Jak już wiesz, będziesz chodzić do angielskojęzycznej szkoły. Natomiast mieszkać będziesz w rezydencji razem z innymi uczniami. Jeden już się zakwaterował. Z pewnością poznasz go jeszcze dzisiaj.
-Jego?
-Tak. Na pewno się polubicie. To bardzo miły chłopak.
-Chłopak?! - byłam zdziwiona
-Dlaczego masz taką stłamszoną minę? Nie martw się. W drzwiach od każdego pokoju są zamki - Julia się zaśmiała.
-Nie o to chodzi...
-Moja droga tylko żartuję. A poza tym na czym to ja skończyłam... Ach, już pamiętam. Co miesiąc każdy z was otrzymywał będzie pewnego rodzaju "kieszonkowe" na drobne wydatki. Poza tym będziecie mieli opłacane wszystkie rachunki oraz co tydzień będziemy wam dowozić jedzenie. Gotowaniem natomiast musicie zająć się sami. Potrafisz coś przyrządzić, prawda?
-Coś tam umiem...
-Wspaniale. Co do pieniędzy to samo tyczy się szkoły. Wszystko jest opłacane przez nas. Masz może jakieś pytania?
-Póki co nie - odpowiedziałam.
-Cudownie. W takim razie wysiadaj. Jesteśmy na miejscu.
-Słucham? - nawet nie zauważyłam, kiedy dojechaliśmy.
-Jak widzisz w lotniska do rezydencji nie jest zbyt daleko. Drogę znasz, więc jeżeli ci się tu nie spodoba to zawsze możesz zwiać w prosty sposób - Julia zażartowała i puściła do mnie oczko. Odpowiedziałam jej uśmiechem.
-Proszę - szofer otworzył mi drzwi.
-Dziękuję.
-Skoro wszystko już wiesz to nie pozostaje mi nic innego jak powitać cię w nowym domu - koordynatorka projektu wyglądała na zadowoloną.
Ja natomiast byłam w szoku. To naprawdę była REZYDENCJA. Z przodu pięknie prezentował się taras. Drzwi wykonane były z tak lśniącego tworzywa, że odbijało ono promienie słoneczne. Okna były ogromne. Miałam tylko nadzieję, że w pokojach ustawione są nieco mniejsze.\
-Shizuko chodź. Masz taką minę jakby jakby spadła na ciebie bomba jądrowa - Julii nadal trzymały się żarty.
-Nie, ja... Jestem po prostu zachwycona.
-Wiedziałam, że ci się spodoba. Ale to jeszcze nic. Wejdź do środka.
Poszłam za Julią. To, co zobaczyłam, było niesamowite. Moim oczom ukazały się szerokie, białe schody, które prowadziły na górę. Po prawej stronie zauważyłam salon, który był utrzymany w jasnych, kremowo - beżowych odcieniach. Po lewej stronie natomiast znajdowała się piękna kuchnia połączona z jadalnią.
-Cudownie... - wyszeptałam.
-Prawda? Wszystko dekorowała profesjonalna firma. Ale to jeszcze nie koniec niespodzianek. Pokażę ci teraz twój pokój.
-Mój pokój?
-Oczywiście. Przecież nie będziesz spała na kanapie.
-No tak... - zawstydziłam się swoją głupią reakcją.
-W takim razie chodźmy na górę. Zaprowadzę cię.
Kiedy weszłyśmy na drugie piętro natychmiast zauważyłam zmianę. Góra była utrzymana w nieco ciemniejszych barwach niż dół. Nagle Julia zatrzymała się przed jednymi z wielu drzwi.
-To tutaj zapewne będziesz spędzać większość swojego wolnego czasu. Teraz zostawię cię w spokoju, abyś mogła się rozpakować. Potem zdasz mi relację, jak ci się podoba.
-Dziękuję bardzo.
-Ależ nie ma za co, moja droga. Do zobaczenia później - kobieta ulotniła się zanim zdążyłam jej odpowiedzieć.
Ech... No to czas zobaczyć co tam się kryje. Powoli otworzyłam drzwi. Byłam oszołomiona tym, co zobaczyła po drugiej stronie. Podłoga była zrobiona z tradycyjnego japońskiego drewna. W podobnym stylu były ściany, a poza tym wisiały na nich plakaty z moich ulubionych anime. Na środku stał niski, niewielki stoliczek, a wokół niego leżały poduszki. Po lewo znajdowały się meble, a na nich poustawiane były naczynia z dalekiego wschodu oraz wiele różnorakich pałeczek. Po prawej stronie natomiast stała szafa z przesuwanymi drzwiami, która rozciągała się na szerokość całej ściany. Była nawet ruchoma ścianka, za znajdowało się łóżko oraz narożne biurko. Znalazłam nawet drzewko bonsai. To był mój raj!
Kiedy już wszystko dokładnie obejrzałam, postanowiłam się rozpakować. Trochę tego miałam, więc chciałam się jak najszybciej uwinąć. Nagle poczułam czyjąś obecność. Podniosłam wzrok znad walizki. Nie mogła uwierzyć własnym oczom.
-Joshua? - zapytałam się chłopaka z rozczochranymi włosami.
Pamiętajcie, że Was uwielbiam
Shiz
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po prostu baaaaaaaaardzo przepraszam i proszę o wybaczenie ;*
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ktoś to czyta w ogóle? xD
OdpowiedzUsuńNajpierw: Gdzie rozdział, gdzie rozdział krzyczałyście, a jak jest to nikogo nie widać xD
Rozdział boski:). Podoba mi się bardzo :D. Fajnie, że Shiz będzie mogła odwiedzać rodzinę i przyjaciół nie tylko w weekendy, ale również i to, że co drugi miesiąc będzie mogła przyjeżdżać aż na tydzień dzięki czemu przyjaźń bohaterki z ekipą ze Stanów przetrwa i to tego będzie umocniona jeszcze poprzez kontakt np. na Skaype'a :D, a dzięki Joshua będzie jej raźniej odnaleźć się w nowym miejscu i co najważniejsze odbudują dawne relacje ;). A i co najważniejsze razem z Tomo, Mary, Roxaną, Andy Jessi i pozostałymi członkami ekipy podmienili wyniki losowania, aby Shizuka wyjechała do Francji tak?, aby spróbować zdobyć jej serce, ponieważ ona mu się podoba tak?-to taki podstęp? ;). Czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuń"To nie kilometry dzielą ludzi, lecz obojętność"
Pozdrawiam
Sitzu M.
Świetne streszczenie, ale co do domysłów muszę Cię rozczarować, to będzie troszkę inna intryga, w której przyjaciele Shizuki ze Stanów nie mają nic wspólnego ^^ Mam nadzieję, że Cię zaskoczę :)
OdpowiedzUsuńSorki, że tak późno, ale wczoraj wieczorem przeczytałam i nie miałam już siły dodać komcia. Gomenasai ;(
OdpowiedzUsuńShiz ma cudownych przyjaciół, że zorganizowali dla niej taką niespodziankę. ;)
Jeśli u mnie byłby identyczny konkurs i bym wygrała, a wszystko byłoby tak jak to opisałaś to pojechałabym bez chwili wahania *_*
Czyli tak podsumowując, rozdział cudowny :D
Mam tylko nadzieję, że rozdziały będą się częściej pojawiać, a przynajmniej dwa tygodnie po moich xP
Wiem, wiem, leń ze mnie ogromny xD
UsuńPostaram się jak mogę ^^